Pokazywanie postów oznaczonych etykietą macierzyństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą macierzyństwo. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 maja 2017

Dwulatek

Jako to jest z dwulatkiem? Dwulatek to ciekawa persona. Ma swoje chcenia i niechcenia. Mówią, że "Dwuletnie dziecko jest trudne.", ale nie mogę tego potwierdzić. Stawianie na swoim, weryfikowanie granic, ciekawość świata - to nie są złe cechy. Mogą się one okazać niewygodne, gdy dręczy nas zmęczenie, albo brak czasu, wszak - jako dorośli - mamy baaardzo napięty grafik, a niekiedy zszargane nerwy. Tak naprawdę taka osóbka daje nam wiele dobrego, przede wszystkim ciepło, miłość. Dzięki młodej osobie przeżywamy rzeczy na nowo, pracujemy nad cechami charakteru i cierpliwością... A dodatkowo uczymy się planowania. Te cechy okazują się bardzo przydatne w pracy. Ale granty! :)



Pozdrawiam, Agnieszka

wtorek, 12 kwietnia 2016

Pierwszy level osiągnięty

Dziewiątego kwietnia nasza łobuziara ukończyła pierwszy rok życia. Ku naszemu zdziwieniu ten czas upłynął jak z bicza strzelił. Wiem,wiem... Uprzedzano nas. Przygotowywałam się na to dziewięć miesięcy, ale jak widać nieskutecznie.


Przez ten czas Antonina zdobywała coraz więcej nowych umiejętności. Starała się nas naśladować i przyznam, że idzie jej rewelacyjnie. Serce swego ojca zdobyła będąc jeszcze u mnie w brzuchu, a teraz uczy sie to wykorzystywać jak najlepiej.


Czasem traci cierpliwość, ale się nie poddaje, bo wie, że prędzej czy pózniej musi się udać.

 

Uwielbia pluszowe misie i zwierzęta. Nasz kot wykazuje się ogromną cierpliwością do czułości, które okazuje mu małolata.



W wózku posiedzi, ale już nie tak chętnie jak kiedyś. Teraz obudził się w niej instynkt odkrywcy włóczykija. Pomagamy jej w tych odkryciach.


Nocnik na razie jest jej wrogiem. Nie lubi na nim siedzieć. Nie zmuszamy. Nadal używamy pieluch wielorazowych, jadnak już w większym rozmiarze. W końcu to już duża pannica jest :)


Wracam do czytania książek mojej córce. Pozdrawiam,
Agnieszka

środa, 6 kwietnia 2016

Co po macierzyńskim?

Dzisiaj kończy mi się urlop macierzyński. I co teraz? Jestem bezrobotna, karmię piersią... Zaczęłam już nawet ze stresu obgryzać paznokcie. Najlepszym rozwiązaniem dla mnie byłaby praca zdalna. Już kiedyś podejmowałam się takich zajęć, ale wtedy nie byłam matką i nie miałam kredytu na głowie.

Jak znaleźć pracodawcę, który nie wymaga od ciebie statusu studenta czy też osoby niepełnosprawnej, godziwie płaci i obdarzy Cię zaufaniem? Ostatnio prześledziłam wiele ogłoszeń. Znalazłam nawet kilka ciekawych ofert, ale nie dla mnie (na chwilę obecną). Wszystkie one wymagały dojazdu. Zauważyłam też bardzo ciekawą rzecz - większość pracodawców wymaga teraz od pracowników posiadania czynnego prawa jazdy kategorii B - ot tak na wszelki wypadek. Moje jest "nieczynne". Musiałabym udać się do lekarza okulisty zbadać wzrok i odnowić dokument, a to dłuższa wyprawa... Na szczęście znalazłam ciekawą stronę internetową Mamo Pracuj, na której można znaleźć oferty pracy skrojone specjalnie dla matek.  Bardzo przydatna strona. Mam nadzieję, że z jej pomocą znajdę coś dla siebie.

Trzymajcie kciuki!

wtorek, 2 lutego 2016

Wieczorne przemyślenia

Bycie rodzicem niesie ze sobą wielką odpowiedzialność. Kształtujemy bowiem małą istotkę, która chłonie wszystko niczym gąbka. Dziecko jest bardzo dobrym obserwatorem. Naśladuje osoby z otoczenia, dlatego nie samym słowem wychowujemy, ale i czynem. Jeśli mówimy dziecko, że nie wolno pod żadnym pozorem przebiegać przez ulicę w nieoznakowanym miejscu albo na czerwonym świetle, a następnie w pośpiechu - nie zastanawiając się nad tym - sami łamiemy ten zakaz, dajemy dziecku przykład. Jeśli chcesz, żeby dziecko było uprzejme - bądź takim człowiekiem. Jeśli chcesz, by dziecko się dzieliło - dziel się. Jeśli chcesz, żeby zdobywało wiedzę - daj mu przykład. Wiem, że często opadamy z sił i wolimy polec na kanapie przed telewizorem, ale to nam nie pomoże. Telewizja nas zmęczy jeszcze bardziej, ogłupi, pokaże klęski lokalne i globalne, popsuje humor, a dziecko usiądzie obok i będzie się w nią wpatrywało jak w malowany obrazek. Mamy w domu telewizor, ale nie mamy wykupionych pakietów tv. Oglądamy wieczorne wiadomości do porannej kawy, wybieramy filmy, które są warte uwagi, puszczamy różne utwory muzyczne.

Antosia jest bardzo muzykalnym dzieckiem. Chciałabym, aby dalej tak podrygiwała w rytm muzyki, więc i ja daję się jej porwać. Gdy zmęczenie daje mi w kość, idę do kuchni po coś do picia i oczyszczam swój umysł z nieprzyjemnych myśli i nerwów. Głęboko oddycham. Uśmiech córki rozpromieni nawet najbardziej ponurą twarz. Daje mi siłę i kopa do działania.

Dziecko daje nam powód do mobilizacji - do bycia lepszą wersją siebie. Daje kopa do samorozwoju, do pracy nad charakterem. Uczy nas cierpliwości. Tosia jeszcze nie mówi, to że popłacze, to oznaka że jest jej źle. Może coś ją boli, uwiera, a może to głód albo zmęczenie? Dziecko uczy obserwacji, uczy nas też odpoczynku. Odpoczywam, gdy dziecko usypia w mych ramionach. Nie zajmuję się w tym czasie niczym innym. Koncentruję się na naszym skarbie - naszym dziecku.

Jestem rodzicem. Jestem odpowiedzialna. #mama #rodzic #rodzicielstwo #macierzyństwo #tata

Pozdrawiam,
Agnieszka

poniedziałek, 14 grudnia 2015

8 miesięcy

Antonina osiągnęła nowy poziom - 8 miesięcy (a prosiłam, żeby się tak nie spieszyła...)!

STAN
zęby: 6 (4 na górze, 2 na dole)
waga: ciężka (łamie mnie w krzyżu, przez co poruszam się ruchem posuwistym zgięta w pół, jakbym wiecznie się komuś kłaniała... ała!)
raczkowanie: na wstecznym


Tośka, to saper (tak jak Filip ją zwykł nazywać). Potrafi nas rozbroić. Ciężko czasem utrzymać poważny ton, gdy momentalnie zaczyna się śmiać. Mam przeczucie, że zanim zdążymy zabezpieczyć szafki itp., Tośka już zacznie w mig do nich dobiegać.


Nadal posila się moim mlekiem, ale nie jest to jej jedyny "produkt" w menu. Uwielbia - nadal - warzywa, przekonuje się powoli do owoców. Ochoczo podchodzi do picia herbaty koperkowej i rumiankowej.

Chciałaby, żeby nasz kot chętniej się poddawał jej pieszczotom, ale cieszy się z każdej danej jej przez niego możliwości. Zaczyna się dzielić z nami swoimi zabawkami (oczywiście daje i zabiera).

Lubi gaworzyć, ale nie na zawołanie oraz przybijać piątkę. Uczymy ją też klaskania oraz machania na dowidzenia i dzień dobry. Na razie z marnym skutkiem, ale na wszystko jest odpowiednia pora. Jest bardzo ciekawa świata. Cieszy mnie ten fakt. Zaczęła też podrygiwać w rytm muzyki. Filip ostatnio zaczął puszczać małej utwory z polskiej klasyki filmowej:

Andrzej Żarnecki - Róża i bez

Edmund Fetting - Deszcze niespokojne

Stanisław Grzesiuk - Nie masz cwaniaka nad warszawiaka

Mała je uwielbia, a mnie cieszy fakt, że mąż nie kształtuje jej gustu muzycznego eskowymi hitami.



Pozdrawiam,
Agnieszka

piątek, 28 sierpnia 2015

140 dni

Nasza córka skończyła dziś 20 tygodni życia. Jest bardzo ciekawska i potrafi długo skupić się na jednej czynności. Wszystkiego chce dotknąć, spróbować... Chwyta mój kubek, gdy piję kawę, ma ochotę odpisywać na wiadomości na komputerze, iPadzie czy komórce, chce włączać i wyłączać światło, dzwonić dzwonkami, obmacać ścianę, pociągnąć za klamkę, nadzoruje proces preparacji obiadu... Uroczo uśmiecha się do naszego odbicia w lustrze. Często się rozprasza podczas jedzenia, gdy tylko ujrzy swojego tatę :) (obdarza go zawsze szczerym, bezzębnym - jak na razie - uśmiechem, takim od ucha do ucha). Jakiś czas temu przyłapałam ją na delektowaniu się własną stopą. Udało mi się nawet uwiecznić to na zdjęciu (nie dbałam wtedy o jakość ;), liczyła się każda sekunda).


Patrząc na swoją córkę, nie mogę się nią nacieszyć. Kiedy minęło te pięć miesięcy? Przeraża mnie to!

Tosia rozprawia się z gryzakiem :D

Wyjście ze szpitala wydaje się być nie takim odległym wydarzeniem, a jednak...
Na początku sierpnia (04.08.) Antosia ważyła 5960g, mierzyła 63 cm. Pewnie sporo przybrała, a mi za to wyrobiły się mięśnie :D

Jestem taka samodzielna! :)

Nasza mała gwiazda śmieje się na tembr naszych głosów. Robi to w sposób rozbrajający. Nie możemy się nie przyłączyć do jej radosnych okrzyków :D Mamy wesołe 4 ściany!

Zawartość butli nie jest satysfakcjonująca

Staram się, by Antonina - gdy nie śpi - zawsze miała zajęcie. Często jej śpiewam, opowiadam, czytam wiersze... Może niedługo ona będzie to robić? :D
Co jakiś czas wyciągam książeczkę kontrastową, by po raz kolejny opisać obrazki znajdujące się na stronach. Opisuję przedmioty, opowiadam do czego służą, gdy biorę książkę ze zwierzętami, naśladuję ich odgłosy.

Za miesiąc będziemy stopniowo wprowadzać stałe produkty do diety Tośki. To dopiero będzie zabawa!

Powinnam cieszyć się, że córka przesypia noce, ale nie ma stałej pory spania. Bestia mała :D Czasem wprowadza mnie w błąd jak np. wczoraj, gdy zjadła posiłek ok. 20 i myślałam, że wstanie na kolejne karmienie. Myliłam się. Tosia wstała po 4, a matka poszła spać o 1... Znowu niewyspana...


Pozdrawiam,
Agnieszka

czwartek, 11 czerwca 2015

Minęły dwa miesiące

Tośka nam rośnie. Nie ma jeszcze 5 kilogramów, a moje plecy domagają się odpoczynku (nikt nie mówił, że będzie łatwo). Zaszczepiliśmy naszą migotkę szczepionką 6w1. Szczepienia są dyskusyjnym tematem. Nie ma dobrego wyjścia z sytuacji. Nie zaszczepisz dziecka - będziesz winny, gdy mu coś się stanie. Zaszczepisz dziecko - będziesz winny gdy coś mu się stanie. Świetnie... Nie będzie się miało pewności - nigdy - czy postąpiło się właściwie, bo nawet gdyby coś nieporządanego by się stało, nie mamy pewności, że ta sytuacja nie wystąpiła by, gdybyśmy podjęli inną decyzję. Na razie Tośka dzielnie zniosła zabieg (pomijając płacz w trakcie zastrzyku). Nie gorączkowała, nie była ani marudna ani ospała. Przed podjęciem jakże trudnej dla nas decyzji, przeczytałam masę artykułów, obejrzałam filmiki, podpytałam się znajomych i rodziny... Decyzją było szczepienie Tośki wg kalendarza szczepień, jednakże bez tych dodatkowych szczepionek na rotawirusy, meningokoki i pneumokoki. Nie wiem czy ją zaszczepimy na te świństwa.


Ostatnio nasza dziewczyna stała się wyjątkowo kontaktowa. Uśmiecha się rozkosznie tzw. pełną gębą. Gdy podchodzimy do lustra obie, to Tosia raczy mnie ogromnym uśmiechem. Pewnie nie wie, że ta śliczna dziewczynka w lustrze, to ona sama :).


Niunia otrzymała bardzo fajny prezent od dziadków i cioci (mojej mamy, jej męża i mojej siostry). Najpierw bardziej interesował ją sam mechanizm huśtawki niż zwierzaczki, ale od wczoraj zaczęła skupiać na nich więcej swojej uwagi. Dzięki tej rzeczy martwej moje plecy poczuły ulgę i mogę zrobić więcej rzeczy niż dotychczas :). Tośka uwielbia odgłos świerszczy, który wydaje ta huśtawka. Żaden inny dźwięk tak dobrze na nią nie działa (oprócz naszych głosów ;)).

Przeprosiłam wkładki laktacyjne BabyDream. Poprosiłam Filipa o zakup jakiś wkładek, a on przyszedł z wkładkami BD. Nie żałuję. Mają rewelacyjnie niską cenę i teraz dobrze się sprawdzają. W ciąży miałam zbyt wrażliwe brodawki i te wkładki były wówczas utrapieniem, ale teraz nie kupujemy nic innego. Ostatnio nawet trafiła nam się super promocja, w której za wkładki płaciłam niecałe 5zł!

Wróciłam do jedzenia nabiału. Mała dobrze go znosi. To nie on był przyczyną problemów brzuszkowych. Piję herbaty dla kobiet karmiących, które w składzie mają koper. To chyba pomaga. Espumisan już dawno poszedł w kąt.


Pozdrawiam,
Agnieszka


piątek, 5 czerwca 2015

Humor

Zauważyłam, że bodziak wywołał wiele emocji. My działamy podobnie, jak to przedstawił Mleczko:



Wiele rzeczy przyjmujemy z przymrużeniem oka :) - tacy jesteśmy. Nadmienię, iż tekst widoczny na bodziaku nie jest autorstwa Filipa, to gotowy produkt.

Pozdrawiam,
Agnieszka

piątek, 29 maja 2015

50 dzień życia

Dziś byliśmy na wizycie kontrolnej u pediatry. Nasza "kruszyna" mierzy już 58 cm a waży... 4710g! Ładnie przybiera na wadze posilając się tylko moim mlekiem :). 8 czerwca czeka nas kolejne spotkanie z pediatrą i zastanawiam się ile Tośka do tego czasu będzie ważyła.

Zmieniliśmy jej już pieluchy na rozmiar większe. Od teraz kupujemy jej pieluchy Dada mini :) Czasem mała ma taki rozmach, że kupka lecąc pod ciśnieniem wyskakuje z pieluszki, brudząc ubrania. Na szczęście takie niespodzianki spotykają nas wyłącznie w domu ;).


Tośkowe problemy z brzuszkiem już nikogo nie męczą. Czasem zdarza jej się płacz, łapiemy ją wtedy "na leniwca" i młoda się uspokaja, a nawet zasypia :). Jesteśmy szczęśliwi.

Zdarza jej się ulewać. Staram się "dopracować" pozycję karmienia z nadzieją, że to pomoże. Młoda ostatnio zaczęła się ślinić i podobno będzie to trwało aż do momentu wyżynania się ząbków.

Nasz kot dzieli się z Tosią nosidełkiem, no bo przecież to on pierwszy był jego "posiadaczem" :D nadal zdarza mu się spać w jej łóżeczku, po drugiej stronie łóżka. Po za tym nie zaczepia małej. Czasem z zaciekawieniem do niej podchodzi i tyle.


Pozdrawiam,
Agnieszka

piątek, 22 maja 2015

Kolka czy nie?

"W trakcie wizyty u lekarza okazuje się, że rodzice często mylą kolkę z tzw. dyschezją niemowlęcą. Niemowlę nie może oddać stolca, napina się, płacze, po czym oddaje luźny stolec. Dyschezja wynika z czynnościowej niedojrzałości przewodu pokarmowego, zaburzenia synchronizacji między parciem na stolec a rozluźnianiem się zwieracza odbytu. Mija ona z wiekiem i nie wymaga leczenia. Należy ją natomiast odróżnić od zaparcia, w którym dziecko oddaje twardy stolec. Trzeba pamiętać, że niemowlę karmione piersią może oddawać stolec nawet raz na tydzień."


I bądź tu mądry człowieku... :/ Tosia ma bulgotanie w brzuszku, to co opisano powyżej, ulewa jej się, czasem można ją uspokoić noszeniem na brzuszku jak leniwca, nie ma stałej pory płaczu, noc przesypia bezproblemowo...

wtorek, 19 maja 2015

40 dni minęło jak jeden dzień

Tosia skończyła dziś 40 dni! Ale ten czas biegnie! Maleństwo czuje się znacznie lepiej :) Jutro idziemy na USG bioderek. Wczoraj odebraliśmy badania moczu. Ma podwyższone pH, ale pewnie to przez moją dietę (tak mi powiedział ginekolog).

Dziś Tosia przespała całe 4 godziny. Zwykle daje mi pospać ok. 3h, a tu taka niespodzianka, niestety tyle snu musiało mi wystarczyć. Dzień wcześniej to były 3h. Jak próbowałam odłożyć Tosię do łóźeczka, to się budziła i musiałam usypiać. I tak w kółko... Ale przyznam, że mała "zdrowo" wygląda :) Pije tylko moje mleko.

Spacer :)


Ja nadal w połogu. Jeszcze ze dwa tygodnie to potrwa. Dostałam zalecenie, by smarować bliznę po szyciu maścią Cepan, bo wygląda jakby tworzył się bliznowiec. Nigdy nie miałam bliznowców (przynajmniej nic o tym nie wiem). Poza tym mam stosować nadal Tantum Rosa oraz globulki z kwasem mlekowym.

Dziś udało mi się rano ogarnąć na spokojnie mieszkanie. Później Antonina przejęła moje ręce, mój czas itp. ;)

Buziaki,
Agnieszka

poniedziałek, 11 maja 2015

Kolka niemowlęca

Od kilku dni Antonina ma dokuczliwe kolki. Dzisiaj męczyła się bardzo długo. Udawało nam się uspokoić ją tylko na chwilę. Nie była w stanie spokojnie zasnąć, dopiero od jakieś godziny spokojnie odpoczywa. Filip udał się po espumisan w kroplach i smoczek uspokajający. Smoczek będzie ostatecznością (Antośka uspokaja się poprzez ssanie palca w rękawiczce - patent ze szpitala). Wczoraj próbowaliśmy podawać jej herbatę z kopru, ale ją wypluwała. Dostałam od Mamy w prezencie dwie herbaty dla kobiety karmiącej, które mają w sobie nasiona kopru - mam nadzieję że i to pomoże.

Od dziś nie jem żadnego nabiału, orzechów, czekolady, jajek, pszenicy... Chcemy zweryfikować czy laktoza ma wpływ na nasilanie się kolek czy to może jej łapczywe jedzenie, albo pozycja w której pije, wpływa na tworzenie się uciążliwych do zniesienia pęcherzyków powietrza w jelitach...

Aż żal patrzeć na cierpiące maleństwo. Walczymy!


Pozdrawiam, Agnieszka

czwartek, 7 maja 2015

Antonina Freja - 28 dni

Maleństwo rośnie jak na drożdżach. Antośka ma już 28 dni. Z dnia na dzień zachodzą w jej wyglądzie zmiany. Jaśnieją jej włosy i oczy. Spojrzenie ma rozbrajające. Dokładniej wypełnia ubranka, w których wcześniej pływała.



Dziś zmagałyśmy się z kolkami. Niestety nie ominęły jej. Od kilku godzin karmię, przewijam, albo uspokajam Tośkę. Biedactwo nasze.

Jeśli chodzi o pieluchowanie, to zakładamy małej na przemian wielorazówki z jednorazówkami. Miała odparzenie na tyłku i po wielorazówkach wraz z pomocą zielonej maści Linomag wszystko szybko i ładnie jej zeszło.

Na jej buźce pojawiły się krostki wyglądające jak potówki. Mam nadzieję, że to one a nie trądzik. Walczymy, ale pogoda nie sprzyja. Jest parno i wszyscy szybko się pocą - szczególnie mała podczas picia mleka.

Antonina ma fajną opcję - jest spokojna i odpływa zawsze, gdy odpalamy auto czy jeździmy wózkiem po wybojach, których tutaj nie brakuje ;) Pogoda dopisuje, więc chętnie spacerujemy. Po 21 maja czekają nas szczepienia. Będziemy inwestować w szczepionkę 6w1. Podobno dzieci lepiej ją znoszą i jest bezpieczniejsza.

Czas mija nieubłaganie i wykorzystuję każdą chwilę na odpoczynek, załatwianie różnych spraw albo sprzątanie. Czasu na odpoczynek jest zdecydowanie za mało. Podziwiam samotne matki. Gdyby nie Filip, byłoby mi naprawdę ciężko.


Pozdrawiam,
Agnieszka

środa, 29 kwietnia 2015

Pediatra

Dziś byliśmy z Tosią na jej pierwszej wizycie u pediatry. Na wizycie Filip zmieniał jej pieluchę dwa razy, karmił młodą butlą (oczywiście moim mlekiem), bo stwierdziła że ma ochotę coś zjeść ;) Ogólnie była dzielna. Obecnie waży 3660g, czyli bardzo ładnie przybiera na wadze :) i to wyłącznie na moim mleku (podawanym piersią albo butlą Medela Calma) - jego mi nie brakuje na szczęście.

Co mnie ponownie zdziwiło? To, że kolejna osoba stwierdziła, że poród naturalny to teraz rzadkość... Jak leżałam w szpitalu, okazało się, że cesarki robione są taśmowo po 8 dziennie (stąd też anestezjolog był tak bardzo zajęty)!



W połowie maja czeka nas kontrolne USG główki oraz brzuszka, a kilka dni później - bioderek. Musimy wybrać się też do apteki po woreczek na badanie moczu, bo na dniach powinniśmy je wykonać - wg zaleceń z wypisu ze szpitala. Mam nadzieję, że wszystko to wyjdzie pozytywnie. Na inne wiadomości się nie szykujemy ;)

Zniknęły mi z ciała "piegi poporodowe". Zostało jedynie pęknięte naczynko w oku - za jakiś czas się wchłonie. Worki pod oczyma też zniknęły, co nie znaczy że się wysypiamy. Teraz Tośka króluje naszym czasem. Filip jest bardzo pomocny. Radzi sobie genialnie (zresztą już w szpitalu nie miał z tym problemu). Dzięki niemu mogę sobie odpocząć, gdy najbardziej tego potrzebuję. Jest oczarowany naszą córeczką. Zresztą nie tylko on :). Mała robi furorę wśród naszych bliskich - nasza gwiazdeczka.


Pozdrawiam,
Agnieszka

niedziela, 19 kwietnia 2015

Uczymy się siebie nawzajem

Jak trafiliśmy do szpitala?
Nasz lekarz prowadzący, po zbadaniu mnie (w 40 tc i 1 dniu), stwierdził, że nie ma co czekać, bo szyjki nie mam, a rozwarcie jest i że należy wcześniej pojechać do kliniki, bo poród może nastąpić lada chwila. Myślałam, że będzie to kwestia kilku dni, a on nas zaskoczył pytaniem, czy moglibyśmy pojechać tam już dziś. Zdziwiliśmy się i oczywiście przystaliśmy na ten termin.

Po wizycie pojechaliśmy do domu, żeby dopakować torby i żebym mogła się ogarnąć. Wzięłam ostatnią kąpiel, ogoliłam się i po godzinie byliśmy już w drodze do kliniki. Do szpitala wkroczyłam jak mały pingwinek, chwiejąc się z boku na bok, mając u swego boku męża.

Poszliśmy się "zameldować". Potem nastąpiło badanie, na którym rozwarcie było na 2 palce, pobrano mi krew (byłam kłuta aż 3 razy!) i dano pojemnik na badanie ogólne moczu. Poszliśmy na salę (to było chyba jedyne wolne łóżko), gdzie podłączono mnie do KTG... No i się zaczęło... Dostałam skurczy raz odczułam coś dziwnego, tak jakby Tośka w brzuchu nagle się wyprostowała, jakby miała zamiar wyskoczyć, aż mną potrząsnęło. Po jakimś czasie poczułam, jakby mi się wody zaczęły sączyć, więc poprosiłam Filipa, by po kogoś poszedł. Przyszła pielęgniarka i stwierdziła, że nic nie czuje... To ją upewniłam, że mam wkładkę i  że ja czuję, nawet na plecach (miałam śliskie legginsy, więc można było nie wyczuć)! Kobitka z niezadowoleniem poszła po wózek, po czym zjechaliśmy znowu do badania.

Gdy wstałam z wózka, by udać się na badanie ginekologiczne, chlusnęły ze mnie wody. Stanęłam jak wryta, bo nie wiedziałam co mam dalej robić, czy rozebrać się i usiąść na fotel czy nie. Poproszono mnie o zajęcia miejsca na fotelu, ale przedtem cała reszta ze mnie wypłynęła - wody i czop. Okazało się, że rozwarcie jest bodajże na 3 palce (już nie pamiętam). Zabrano nas na salę porodów rodzinnych.

Na porodówce Filip był niezastąpiony. Cały czas mnie wspierał. Już sama jego obecność dodawała mi otuchy. Mieliśmy pokój z łazienką do własnej dyspozycji. Podłączono mnie do KTG, a po tym mogłam udać się na 40 min "posiadówkę" pod prysznicem, gdzie ciepła woda niwelowała intensywność bólu skurczy.

Jako, że mieli problem z pobraniem mi krwi do badania morfologii, podłączono mi wenflon. Gdy dowiedzieli się, że dawno nie jadłam, dostałam glukozę, a później - jak to nazwała pielegniarka - red bull dla ciężarnych.

Skurcze miałam dosyć regularne, dopóki nie doszło do parcia. Skurcze zaczęły być bardzo nieregularne, więc podłączono mnie do oksytocyny. Podano mi największą dawkę, ale na nic to się zdało, bo nie widać było poprawy. W pewnym momencie wyraziłam chęć na znieczulenie, niestety anestezjolog nie dotarł a ja zaczęłam rodzić.

Miotałam się jak szatan podczas skurczy. Bolało mnie w krzyżu, szczególnie z prawej strony (tam właśnie musiałam naciągnąć sobie mięśnia, który mi dokucza :/). Starałam sobie sama rozmasować plecy, bo to ja wiedziałam, gdzie potrzebuję nacisku, a gdzie nie. Raz poprosiłam o masaż Filipa. Kazano mi się układać w tak wymyślnych, niewygodnych pozycjach, że mnie to zirytowało.

Uprzedziłam pielęgniarkę, że mam ochotę przeklinać, a ta dała mi zielone światło, więc podczas skurczu można było usłyszeć "o kur**, ja pier****". Podobno - jak zrelacjonował mi później Filip prawie powiedziałam do położnej "spier*****"... Ale na "spier" się skończyło :D Męczyła mnie trajkotaniem, a ja podczas bólu potrzebuję ciszy...

Podczas parcia oczywiście mówili mi, że to już końcówka, że dobrze sobie radzę, bym mocno parła itp. Miałam nie złączać nóg - co chciałam w pewnym momencie zrobić - by nie skrzywdzić małej. Gdy położna zauważyła główkę, myślała że sprytnym zabiegiem sprawi, że dostanę super mocy i wypluję maleństwo w sekundę - chciała bym dotknęła włosków Tośki. Ja odmówiłam, ale wzięłam się w garść, by szybko zakończyć cierpienie. Wiedziałam, że jest przed 24, więc wypadało by urodzić. Wyraziłam też zgodę na nacięcie krocza, więc wszyscy z niecierpliwością czekali na skurcz, by przy moim parciu naciąć mi krocze. Ja miałam serce w gardle i strach w oczach, ale udało się trafić na intensywny skurcz i nie poczułam nic.

Filip przecinał pępowinę a po chwili małą miałam już w ramionach :).

Później było łyżeczkowanie (nieprzyjemny "incydent"), bo nie urodziłam całego łożyska oraz szycie. To ostatnio strasznie mi się dłużyło, ale dzięki temu mogliśmy z Filipem cieszyć się szczęśliwym zakończeniem i naszym maleństwem. Było już późno, więc nie mógł przyjść do mnie na salę poporodową, ale był u mnie z samego rana. Mała przespała spokojnie całą noc.

Antonina Freja

Po porodzie
Teraz staramy się uporządkować swój dzień. Filip bardzo mi pomaga. Gdy ja potrzebuję odpoczynku, to on zajmuje się małą, a gdy on nabiera sił - ja. Mała daje mu wiele szczęścia. Miło patrzeć, jak razem ze sobą śpią.

Staramy się zapisywać kiedy mała zaczyna i kończy "posiłek", dzięki temu tworzy nam się obraz tego, ile czasu mamy między jej jedną drzemką a drugą.

Pieluchy kończą się w zastraszającym tempie i co dzień robię pranie.

Cieszymy się każdą chwilą.


Pozdrawiam,
Agnieszka