Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Antonina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Antonina. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 maja 2017

Dwulatek

Jako to jest z dwulatkiem? Dwulatek to ciekawa persona. Ma swoje chcenia i niechcenia. Mówią, że "Dwuletnie dziecko jest trudne.", ale nie mogę tego potwierdzić. Stawianie na swoim, weryfikowanie granic, ciekawość świata - to nie są złe cechy. Mogą się one okazać niewygodne, gdy dręczy nas zmęczenie, albo brak czasu, wszak - jako dorośli - mamy baaardzo napięty grafik, a niekiedy zszargane nerwy. Tak naprawdę taka osóbka daje nam wiele dobrego, przede wszystkim ciepło, miłość. Dzięki młodej osobie przeżywamy rzeczy na nowo, pracujemy nad cechami charakteru i cierpliwością... A dodatkowo uczymy się planowania. Te cechy okazują się bardzo przydatne w pracy. Ale granty! :)



Pozdrawiam, Agnieszka

poniedziałek, 16 listopada 2015

Co słychać u Tośki?

Wesoła osóbka o badawczym i wesołym spojrzeniu, ciekawy świata mały odkrywca - tak mogę pokrótce opisać córkę (Mały saper, rozbraja uśmiechem - przyp. ojciec ).


Nasza mała dziewczynka staje się coraz "doroślejsza". Potrafi z łatwością rozładować atmosferę, rozbroić swoim uroczym uśmiechem i zachęcić do zabawy. Podbiła serca całej rodziny i znajomych (nie sądziłam, że niektórzy z taką czułością będą do niej lgnęli!). Nie ma oporów przed testowaniem nowych - dla niej - produktów spożywczych. Bardzo lubi pić ciepłą herbatę rumiankową i koperkową. Z przyjemnością pochłania też sok marchwiowy. Ochoczo pałaszuje warzywa, ale owoce traktuje z rezerwą, jednakże przypadł jej do gustu deser jogurtowo-jagodowy.

Gdy w pobliżu Antoniny pojawia się kot, sprzęt elektroniczny czy też kubek, z miejsca zyskuje jej uwagę. Tośka w takich sytuacjach ulega emocjom :D od razu wydaje z siebie radosne okrzyki i wyciąga swoje łapki w stronę obiektu, którym jest tak żywo zainteresowana. Najlepszymi zabawkami są przedmioty codziennego użytku. Cieszymy się niezmiernie, że tak ochoczo chce poznawać otaczający ją świat.


Antonina ma już przeszło 7 miesięcy. Rodzicielstwo sprawia nam wiele radości. Antośka jest cudownym dzieckiem. Kładzie się spać o stałej porze, przesypiając całą noc (Tosia chodzi spać o 21, w wyjątkowych sytuacjach o 22; wstaje najwcześniej o 6/7, a ostatnio dopiero o 9, a nawet później) - tak, nie każdy może się cieszyć takim przywilejem. Bacznie pilnuję harmonogramu dnia, dzięki czemu dziecko jest spokojniejsze i wie, czego może się spodziewać, a i my możemy uskutecznić planowanie swojego dnia. I wilk syty i owca cała ;).

Tosia jest na etapie siedzenia oraz zmieniania pozycji. Macha nóżkami w powietrzu ze zniecierpliwieniem w głosie, ale jeszcze nie raczkuje. Dalej poznaje świat poprzez wkładanie przedmiotów do buzi (próbuje nawet posmakować kociego ogona!). Stworzyła już swój język i komentuje otaczający ją świat (chciałabym wiedzieć co myśli, co czuje, co jej się śni). Z lubością obserwuję jak ćwiczy gestykulację, jak odbiera ton i tempo wypowiadanych przez nas słów. Kochamy ją.


Pozdrawiam,
Agnieszka

środa, 20 maja 2015

Imiona - znaczenie

Wybór imienia dla naszej córki pochłonął nam sporo czasu. Stawialiśmy na unikalność, nasze upodobania jak również na znaczenie imienia. Przez długi czas tworzyliśmy listę imion, które nam się podobają, następnie przez kilka dni stopniowo wykreślaliśmy z niej te, które nie zyskały aprobaty obu stron. Zależało nam, aby imię podobało się nam obojgu. Mieliśmy pozostać przy jednym imieniu, gdy pod koniec ciąży Filip zaproponował drugie imię. Przystałam na nie, bo bardzo mi się spodobało.


Antonina Freja

Antonina
Antonina bywa poufale nazywana Niną, Tosią lub Tunią. Imię to, tak samo jak Antoni, pochodzi ze starożytnego Rzymu, gdzie żył ród Antoniuszów. Najbardziej znaną Antoniną jest Maria Antonina, Bogu ducha winna francuska królowa, którą ścięli miłośnicy postępu i rewolucji. Jest to żeńska forma imienia Antoni. W Polsce znane od XIV w. jako Antonia (wym. Antonija), a od XVIII w., pod wpływem mody na to co włoskie, Antonina.

Antoniny wpływają na ludzi jak oliwa na wzburzone fale. Nie można się na nie złościć ani gniewać. Działają rozbrajająco. Mają dar wygaszania napięć, przywracania pokoju, potrafią przywołać do ładu nerwusów i bałaganiarzy. Ich wewnętrzny spokój i równowaga udziela się otoczeniu. Są miłośniczkami sztuki i poezji i lubią się otaczać ładnymi drobiazgami. Kochają dom i znają się na sztuce jego prowadzenia. Uwielbiają przyjmować gości. W swoich mężczyznach zakochują się od pierwszego wejrzenia i nie dręczą ich wygórowanymi wymaganiami. Są ostoją porządku i bezpieczeństwa w rodzinie. W imieniu Antonina zakodowana jest pamięć pradawnych ideałów (może rodem jeszcze ze starożytnego Rzymu), w myśl których kobieta znała swoje miejsce w życiu i w porządku świata, nie buntowała się przeciw swojemu powołaniu i potrafiła czerpać z niego radość.

Do momentu wyboru imienia znałam jedną Antoninę - córkę Grzegorza Turnaua. Teraz na każdym kroku spotykamy jakąś Tośkę.


Freja 
także FreyjaFreyaFrøya, staronordyckie: Pani
Nordycka bogini wegetacji, miłości, płodności, magii i wojny. 
Według mitów uważana za najpiękniejszą z bogiń, jej obecność na Asgardzie gwarantowała innym bóstwom szczęśliwe życie. Jej atrybutem był złoty naszyjnik Brisingamen. Freja posiadała też drugi naszyjnik, Hildiswin, wykuty przez dwóch braci — Daina i Nabbiego, krasnoludzkich złotników. Często towarzyszyły jej małe białe koty, które powoziły jej rydwanem. Wyobrażano ją często jako postać otoczoną okrągłym pierścieniem, który przedstawiał jej naszyjnik i symbolizował płodność.

Jest ona boginią, której poświęconych jest najwięcej mitów, zazwyczaj jednak stanowi ona w nich przedmiot pożądania olbrzymów, bogów i ludzi. Jej kult utrzymywał się do XIII wieku, a wiele jej atrybutów przypisano w Skandynawii Matce Bożej. 

Od jej imienia w wielu językach germańskich pochodzi nazwa piątego dnia tygodnia: Friday (w języku angielskim), Freitag (w języku niemieckim – dzień Frei).

Freja często przybierała postać sokoła. Posiadała swój pałac, Folkwang w Asgardzie. U stołu wojowników Walhalli miała miejsce równe Odynowi. Posiadała moc zmieniania ludzi w dziki. 

Atrybuty Frei:
  • złoty naszyjnik Brisingamen,
  • Hildisvin – dzik będący jej wierzchowcem,
  • szata z sokolich piór,
  • powóz zaprzężony w uskrzydlone koty.


Wybór tego imienia był spowodowany oglądaniem popularnego serialu "Wikingowie" ;).



Pozdrawiam,
Agneiszka

czwartek, 7 maja 2015

Antonina Freja - 28 dni

Maleństwo rośnie jak na drożdżach. Antośka ma już 28 dni. Z dnia na dzień zachodzą w jej wyglądzie zmiany. Jaśnieją jej włosy i oczy. Spojrzenie ma rozbrajające. Dokładniej wypełnia ubranka, w których wcześniej pływała.



Dziś zmagałyśmy się z kolkami. Niestety nie ominęły jej. Od kilku godzin karmię, przewijam, albo uspokajam Tośkę. Biedactwo nasze.

Jeśli chodzi o pieluchowanie, to zakładamy małej na przemian wielorazówki z jednorazówkami. Miała odparzenie na tyłku i po wielorazówkach wraz z pomocą zielonej maści Linomag wszystko szybko i ładnie jej zeszło.

Na jej buźce pojawiły się krostki wyglądające jak potówki. Mam nadzieję, że to one a nie trądzik. Walczymy, ale pogoda nie sprzyja. Jest parno i wszyscy szybko się pocą - szczególnie mała podczas picia mleka.

Antonina ma fajną opcję - jest spokojna i odpływa zawsze, gdy odpalamy auto czy jeździmy wózkiem po wybojach, których tutaj nie brakuje ;) Pogoda dopisuje, więc chętnie spacerujemy. Po 21 maja czekają nas szczepienia. Będziemy inwestować w szczepionkę 6w1. Podobno dzieci lepiej ją znoszą i jest bezpieczniejsza.

Czas mija nieubłaganie i wykorzystuję każdą chwilę na odpoczynek, załatwianie różnych spraw albo sprzątanie. Czasu na odpoczynek jest zdecydowanie za mało. Podziwiam samotne matki. Gdyby nie Filip, byłoby mi naprawdę ciężko.


Pozdrawiam,
Agnieszka

niedziela, 19 kwietnia 2015

Uczymy się siebie nawzajem

Jak trafiliśmy do szpitala?
Nasz lekarz prowadzący, po zbadaniu mnie (w 40 tc i 1 dniu), stwierdził, że nie ma co czekać, bo szyjki nie mam, a rozwarcie jest i że należy wcześniej pojechać do kliniki, bo poród może nastąpić lada chwila. Myślałam, że będzie to kwestia kilku dni, a on nas zaskoczył pytaniem, czy moglibyśmy pojechać tam już dziś. Zdziwiliśmy się i oczywiście przystaliśmy na ten termin.

Po wizycie pojechaliśmy do domu, żeby dopakować torby i żebym mogła się ogarnąć. Wzięłam ostatnią kąpiel, ogoliłam się i po godzinie byliśmy już w drodze do kliniki. Do szpitala wkroczyłam jak mały pingwinek, chwiejąc się z boku na bok, mając u swego boku męża.

Poszliśmy się "zameldować". Potem nastąpiło badanie, na którym rozwarcie było na 2 palce, pobrano mi krew (byłam kłuta aż 3 razy!) i dano pojemnik na badanie ogólne moczu. Poszliśmy na salę (to było chyba jedyne wolne łóżko), gdzie podłączono mnie do KTG... No i się zaczęło... Dostałam skurczy raz odczułam coś dziwnego, tak jakby Tośka w brzuchu nagle się wyprostowała, jakby miała zamiar wyskoczyć, aż mną potrząsnęło. Po jakimś czasie poczułam, jakby mi się wody zaczęły sączyć, więc poprosiłam Filipa, by po kogoś poszedł. Przyszła pielęgniarka i stwierdziła, że nic nie czuje... To ją upewniłam, że mam wkładkę i  że ja czuję, nawet na plecach (miałam śliskie legginsy, więc można było nie wyczuć)! Kobitka z niezadowoleniem poszła po wózek, po czym zjechaliśmy znowu do badania.

Gdy wstałam z wózka, by udać się na badanie ginekologiczne, chlusnęły ze mnie wody. Stanęłam jak wryta, bo nie wiedziałam co mam dalej robić, czy rozebrać się i usiąść na fotel czy nie. Poproszono mnie o zajęcia miejsca na fotelu, ale przedtem cała reszta ze mnie wypłynęła - wody i czop. Okazało się, że rozwarcie jest bodajże na 3 palce (już nie pamiętam). Zabrano nas na salę porodów rodzinnych.

Na porodówce Filip był niezastąpiony. Cały czas mnie wspierał. Już sama jego obecność dodawała mi otuchy. Mieliśmy pokój z łazienką do własnej dyspozycji. Podłączono mnie do KTG, a po tym mogłam udać się na 40 min "posiadówkę" pod prysznicem, gdzie ciepła woda niwelowała intensywność bólu skurczy.

Jako, że mieli problem z pobraniem mi krwi do badania morfologii, podłączono mi wenflon. Gdy dowiedzieli się, że dawno nie jadłam, dostałam glukozę, a później - jak to nazwała pielegniarka - red bull dla ciężarnych.

Skurcze miałam dosyć regularne, dopóki nie doszło do parcia. Skurcze zaczęły być bardzo nieregularne, więc podłączono mnie do oksytocyny. Podano mi największą dawkę, ale na nic to się zdało, bo nie widać było poprawy. W pewnym momencie wyraziłam chęć na znieczulenie, niestety anestezjolog nie dotarł a ja zaczęłam rodzić.

Miotałam się jak szatan podczas skurczy. Bolało mnie w krzyżu, szczególnie z prawej strony (tam właśnie musiałam naciągnąć sobie mięśnia, który mi dokucza :/). Starałam sobie sama rozmasować plecy, bo to ja wiedziałam, gdzie potrzebuję nacisku, a gdzie nie. Raz poprosiłam o masaż Filipa. Kazano mi się układać w tak wymyślnych, niewygodnych pozycjach, że mnie to zirytowało.

Uprzedziłam pielęgniarkę, że mam ochotę przeklinać, a ta dała mi zielone światło, więc podczas skurczu można było usłyszeć "o kur**, ja pier****". Podobno - jak zrelacjonował mi później Filip prawie powiedziałam do położnej "spier*****"... Ale na "spier" się skończyło :D Męczyła mnie trajkotaniem, a ja podczas bólu potrzebuję ciszy...

Podczas parcia oczywiście mówili mi, że to już końcówka, że dobrze sobie radzę, bym mocno parła itp. Miałam nie złączać nóg - co chciałam w pewnym momencie zrobić - by nie skrzywdzić małej. Gdy położna zauważyła główkę, myślała że sprytnym zabiegiem sprawi, że dostanę super mocy i wypluję maleństwo w sekundę - chciała bym dotknęła włosków Tośki. Ja odmówiłam, ale wzięłam się w garść, by szybko zakończyć cierpienie. Wiedziałam, że jest przed 24, więc wypadało by urodzić. Wyraziłam też zgodę na nacięcie krocza, więc wszyscy z niecierpliwością czekali na skurcz, by przy moim parciu naciąć mi krocze. Ja miałam serce w gardle i strach w oczach, ale udało się trafić na intensywny skurcz i nie poczułam nic.

Filip przecinał pępowinę a po chwili małą miałam już w ramionach :).

Później było łyżeczkowanie (nieprzyjemny "incydent"), bo nie urodziłam całego łożyska oraz szycie. To ostatnio strasznie mi się dłużyło, ale dzięki temu mogliśmy z Filipem cieszyć się szczęśliwym zakończeniem i naszym maleństwem. Było już późno, więc nie mógł przyjść do mnie na salę poporodową, ale był u mnie z samego rana. Mała przespała spokojnie całą noc.

Antonina Freja

Po porodzie
Teraz staramy się uporządkować swój dzień. Filip bardzo mi pomaga. Gdy ja potrzebuję odpoczynku, to on zajmuje się małą, a gdy on nabiera sił - ja. Mała daje mu wiele szczęścia. Miło patrzeć, jak razem ze sobą śpią.

Staramy się zapisywać kiedy mała zaczyna i kończy "posiłek", dzięki temu tworzy nam się obraz tego, ile czasu mamy między jej jedną drzemką a drugą.

Pieluchy kończą się w zastraszającym tempie i co dzień robię pranie.

Cieszymy się każdą chwilą.


Pozdrawiam,
Agnieszka