Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzice. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 maja 2017

Dwulatek

Jako to jest z dwulatkiem? Dwulatek to ciekawa persona. Ma swoje chcenia i niechcenia. Mówią, że "Dwuletnie dziecko jest trudne.", ale nie mogę tego potwierdzić. Stawianie na swoim, weryfikowanie granic, ciekawość świata - to nie są złe cechy. Mogą się one okazać niewygodne, gdy dręczy nas zmęczenie, albo brak czasu, wszak - jako dorośli - mamy baaardzo napięty grafik, a niekiedy zszargane nerwy. Tak naprawdę taka osóbka daje nam wiele dobrego, przede wszystkim ciepło, miłość. Dzięki młodej osobie przeżywamy rzeczy na nowo, pracujemy nad cechami charakteru i cierpliwością... A dodatkowo uczymy się planowania. Te cechy okazują się bardzo przydatne w pracy. Ale granty! :)



Pozdrawiam, Agnieszka

wtorek, 2 lutego 2016

Wieczorne przemyślenia

Bycie rodzicem niesie ze sobą wielką odpowiedzialność. Kształtujemy bowiem małą istotkę, która chłonie wszystko niczym gąbka. Dziecko jest bardzo dobrym obserwatorem. Naśladuje osoby z otoczenia, dlatego nie samym słowem wychowujemy, ale i czynem. Jeśli mówimy dziecko, że nie wolno pod żadnym pozorem przebiegać przez ulicę w nieoznakowanym miejscu albo na czerwonym świetle, a następnie w pośpiechu - nie zastanawiając się nad tym - sami łamiemy ten zakaz, dajemy dziecku przykład. Jeśli chcesz, żeby dziecko było uprzejme - bądź takim człowiekiem. Jeśli chcesz, by dziecko się dzieliło - dziel się. Jeśli chcesz, żeby zdobywało wiedzę - daj mu przykład. Wiem, że często opadamy z sił i wolimy polec na kanapie przed telewizorem, ale to nam nie pomoże. Telewizja nas zmęczy jeszcze bardziej, ogłupi, pokaże klęski lokalne i globalne, popsuje humor, a dziecko usiądzie obok i będzie się w nią wpatrywało jak w malowany obrazek. Mamy w domu telewizor, ale nie mamy wykupionych pakietów tv. Oglądamy wieczorne wiadomości do porannej kawy, wybieramy filmy, które są warte uwagi, puszczamy różne utwory muzyczne.

Antosia jest bardzo muzykalnym dzieckiem. Chciałabym, aby dalej tak podrygiwała w rytm muzyki, więc i ja daję się jej porwać. Gdy zmęczenie daje mi w kość, idę do kuchni po coś do picia i oczyszczam swój umysł z nieprzyjemnych myśli i nerwów. Głęboko oddycham. Uśmiech córki rozpromieni nawet najbardziej ponurą twarz. Daje mi siłę i kopa do działania.

Dziecko daje nam powód do mobilizacji - do bycia lepszą wersją siebie. Daje kopa do samorozwoju, do pracy nad charakterem. Uczy nas cierpliwości. Tosia jeszcze nie mówi, to że popłacze, to oznaka że jest jej źle. Może coś ją boli, uwiera, a może to głód albo zmęczenie? Dziecko uczy obserwacji, uczy nas też odpoczynku. Odpoczywam, gdy dziecko usypia w mych ramionach. Nie zajmuję się w tym czasie niczym innym. Koncentruję się na naszym skarbie - naszym dziecku.

Jestem rodzicem. Jestem odpowiedzialna. #mama #rodzic #rodzicielstwo #macierzyństwo #tata

Pozdrawiam,
Agnieszka

czwartek, 1 października 2015

Tydzień w zdjęciach

Który dzisiaj dzień tygodnia? Jaka data? 
Takie pytania zadaję sobie nieustannie. Kalendarz? Mam, ale nie zawsze z niego korzystam (obiecuję poprawę). Co się dla mnie liczy? Może zacznę od samego przebudzenia... KAWA! Tak, to ona stawia mnie na równe nogi, a gdy przynosi mi ją Filip, to dodatkowa przyjemność. To tak, jakby się zobaczyło kuriera z pękiem róż - bardzo porównywalne szczęście :D Następnie wszystko toczy się wokół naszego stołu (to tak w przenośni). Biegam przez chwilę z rozwianym włosem z Tośką pod pachą za pieluchami, przerzucając poduszkim koce i gryzaki z boku na bok (Prawda jest taka że wszystko mam na miejscu - i pieluchy i inne szpargały - chyba, że mąż zarządzi artystyczny nieład), by po zjedzeniu śniadania świecić przykładem i nienagannie ułożoną fryzurą (muszę dawać przykład córce oraz być atrakcyjna dla męża). Zdarza się, że młoda chce mnie mieć na oku, dlatego huśtawka okazuje się niezbędnym gadżetem. Raz ląduje w kuchni, innym razem w łazience, by później skończyć w małym pokoju, gdzie dokonują się cuda zwane prasowaniem, układaniem i wieszaniem prania. Po tych czynnościach maleństwo wie, że będę miała czas dla niej. To wtedy ma mnie dla siebie (pomijając karmienia). To na niej się skupiam, dlatego kalendarz nie jest taki istotny...

Nasz kochany szkrab rośnie i chce nieustannie brykać. Okazuje swoje niezadowolenie, radość i smutek. Obserwuje moje prace domowe oraz szaleństwa naszego kota (Tak, kot jest najfajniejszym stworzeniem w całym mieszkaniu :) To on rozprasza Tośkę podczas jedzenia.). Opowiadam jej różne historie. Razem obserwujemy przyrodę i spacerujemy. Najprzyjemniejsze spacery to te, w których uczestniczy cała nasza trójka.

Dzisiaj Antonina kończy 25 tygodni życia. Aby uczcić to wydarzenie, wrzuciłam zdjęcia z ostatniego tygodnia :) (Nie ma niestety wśród nich zdjęcia jej pięknych zębów - to coś, co Tosia chce zachować tylko dla siebie ;)).

A to nasza kuchnia :D Jeszcze w powijakach, ale ja widzę ją oczyma mojej wyobraźni

Filip uwija się jak mrówka, najpierw praca zawodowa, następnie praca nad naszym gniazdkiem. Od wczoraj do tego widoku doszły panele w całym mieszkaniu. Jeszcze trochę, jeszcze chwila...


Nasze selfie ;)

Mój słodki śpioch

Tak bywa, że zabawa pozbawia siły nawet najwytrwalszych.

Ciekawski szkrab

O, znowu jakiś ciekawy sprzęt elektroniczny?

Lustereczko, powiedz przecie...

Mamo, jestem teraz baaardzo zajęta. Poproszę o kilka chwil tylko dla siebie samej ;)

Zawsze z mamą :)

To są sprawy wyłącznie kobiece.

Pora na zabawę!

Aaaa! Cześć! Pobaw się ze mną. Teraz! :)



Pozdrawiam,
Agnieszka

wtorek, 18 sierpnia 2015

30. dniowe wyzwanie - wyniki

W poniedziałek zakończyłam swoje 30. dniowe wyzwanie :) Nie miałam problemu z wynajdywaniem pozytywów w ciągu dnia. Ciężko mi było jedynie dokonać selekcji, które zapisać na listę, a które nie. Poniżej efekt wyzwania, którego z miłą chęcią się podjęłam:

#1 uśmiech Tośki, gdy byłam kompletnie padnięta, postawił mnie na nogi szybciej niż kawa
#2 widok śpiącego, "obozującego" przy moim boku męża (rozłożyliśmy sobie "spanie" na podłodze)
#3 poranna kawa (byłam tak senna, że ona przywróciła mnie do życia, uwielbiam czarną kawę!)
#4 poczucie humoru mojego męża :)
#5 wieczorne uśmieszki Tośkowo-Filipowe (uwielbiam jej radosne oczka ułożone w półksiężyce)
#6 podziwianie przyrody na spacerze z Antośką
#7 usłyszany na Japfeście utwór Wiz Khalifa - Black&Yellow
#8 niedziela spędzona z rodziną
#9 wizyta u fryzjera (powróciłam do boba ;))
#10 wyczekiwana paczka kurierska
#11 kupka Tosi (:D nie robi ich często - to dlatego)
#12 kolejny dzień, kolejna kupka :D
#13 kupka XD
#14 grill z grupą znajomych :D
#15 leniuchowanie z rodzinką na domowym obozowisku do południa ;)
#16 podciąganie się Tosieńki
#17 wizyta mojej rodziny
#18 wczoraj gotowałam obiad, więc dziś mogliśmy zjeść coś pożywnego bez długiego stania w kuchni (a był to bardzo upalny dzień)
#19 spacer z córką (Tosia leżała w wózku na brzuchu i tak podziwiała świat :))
#20 na próbę zrobiłam wegetariański obiad, który zasmakował mojemu mięsożernego mężowi :)
#21 wena
#22 chłodny poranek
#23 zakupy Filipa (coś słodkiego na ząb)
#24 wieczorna głupawka z Filipem (czasami trzeba w sobie obudzić wewnętrzne dziecko)
#25 ciepłe bułki na kolację
#26 rozmowy z mężem podczas rodzinnego, wieczornego spaceru
#27 rozmowa telefoniczna z Tatą
#28 Tosia pierwszy raz ciumkała swoją stopę
#29 wyjazd w rodzinne strony
#30 sen! (poprzednio przespałam ok. 3h)

Pozdrawiam,
Agnieszka

niedziela, 19 kwietnia 2015

Uczymy się siebie nawzajem

Jak trafiliśmy do szpitala?
Nasz lekarz prowadzący, po zbadaniu mnie (w 40 tc i 1 dniu), stwierdził, że nie ma co czekać, bo szyjki nie mam, a rozwarcie jest i że należy wcześniej pojechać do kliniki, bo poród może nastąpić lada chwila. Myślałam, że będzie to kwestia kilku dni, a on nas zaskoczył pytaniem, czy moglibyśmy pojechać tam już dziś. Zdziwiliśmy się i oczywiście przystaliśmy na ten termin.

Po wizycie pojechaliśmy do domu, żeby dopakować torby i żebym mogła się ogarnąć. Wzięłam ostatnią kąpiel, ogoliłam się i po godzinie byliśmy już w drodze do kliniki. Do szpitala wkroczyłam jak mały pingwinek, chwiejąc się z boku na bok, mając u swego boku męża.

Poszliśmy się "zameldować". Potem nastąpiło badanie, na którym rozwarcie było na 2 palce, pobrano mi krew (byłam kłuta aż 3 razy!) i dano pojemnik na badanie ogólne moczu. Poszliśmy na salę (to było chyba jedyne wolne łóżko), gdzie podłączono mnie do KTG... No i się zaczęło... Dostałam skurczy raz odczułam coś dziwnego, tak jakby Tośka w brzuchu nagle się wyprostowała, jakby miała zamiar wyskoczyć, aż mną potrząsnęło. Po jakimś czasie poczułam, jakby mi się wody zaczęły sączyć, więc poprosiłam Filipa, by po kogoś poszedł. Przyszła pielęgniarka i stwierdziła, że nic nie czuje... To ją upewniłam, że mam wkładkę i  że ja czuję, nawet na plecach (miałam śliskie legginsy, więc można było nie wyczuć)! Kobitka z niezadowoleniem poszła po wózek, po czym zjechaliśmy znowu do badania.

Gdy wstałam z wózka, by udać się na badanie ginekologiczne, chlusnęły ze mnie wody. Stanęłam jak wryta, bo nie wiedziałam co mam dalej robić, czy rozebrać się i usiąść na fotel czy nie. Poproszono mnie o zajęcia miejsca na fotelu, ale przedtem cała reszta ze mnie wypłynęła - wody i czop. Okazało się, że rozwarcie jest bodajże na 3 palce (już nie pamiętam). Zabrano nas na salę porodów rodzinnych.

Na porodówce Filip był niezastąpiony. Cały czas mnie wspierał. Już sama jego obecność dodawała mi otuchy. Mieliśmy pokój z łazienką do własnej dyspozycji. Podłączono mnie do KTG, a po tym mogłam udać się na 40 min "posiadówkę" pod prysznicem, gdzie ciepła woda niwelowała intensywność bólu skurczy.

Jako, że mieli problem z pobraniem mi krwi do badania morfologii, podłączono mi wenflon. Gdy dowiedzieli się, że dawno nie jadłam, dostałam glukozę, a później - jak to nazwała pielegniarka - red bull dla ciężarnych.

Skurcze miałam dosyć regularne, dopóki nie doszło do parcia. Skurcze zaczęły być bardzo nieregularne, więc podłączono mnie do oksytocyny. Podano mi największą dawkę, ale na nic to się zdało, bo nie widać było poprawy. W pewnym momencie wyraziłam chęć na znieczulenie, niestety anestezjolog nie dotarł a ja zaczęłam rodzić.

Miotałam się jak szatan podczas skurczy. Bolało mnie w krzyżu, szczególnie z prawej strony (tam właśnie musiałam naciągnąć sobie mięśnia, który mi dokucza :/). Starałam sobie sama rozmasować plecy, bo to ja wiedziałam, gdzie potrzebuję nacisku, a gdzie nie. Raz poprosiłam o masaż Filipa. Kazano mi się układać w tak wymyślnych, niewygodnych pozycjach, że mnie to zirytowało.

Uprzedziłam pielęgniarkę, że mam ochotę przeklinać, a ta dała mi zielone światło, więc podczas skurczu można było usłyszeć "o kur**, ja pier****". Podobno - jak zrelacjonował mi później Filip prawie powiedziałam do położnej "spier*****"... Ale na "spier" się skończyło :D Męczyła mnie trajkotaniem, a ja podczas bólu potrzebuję ciszy...

Podczas parcia oczywiście mówili mi, że to już końcówka, że dobrze sobie radzę, bym mocno parła itp. Miałam nie złączać nóg - co chciałam w pewnym momencie zrobić - by nie skrzywdzić małej. Gdy położna zauważyła główkę, myślała że sprytnym zabiegiem sprawi, że dostanę super mocy i wypluję maleństwo w sekundę - chciała bym dotknęła włosków Tośki. Ja odmówiłam, ale wzięłam się w garść, by szybko zakończyć cierpienie. Wiedziałam, że jest przed 24, więc wypadało by urodzić. Wyraziłam też zgodę na nacięcie krocza, więc wszyscy z niecierpliwością czekali na skurcz, by przy moim parciu naciąć mi krocze. Ja miałam serce w gardle i strach w oczach, ale udało się trafić na intensywny skurcz i nie poczułam nic.

Filip przecinał pępowinę a po chwili małą miałam już w ramionach :).

Później było łyżeczkowanie (nieprzyjemny "incydent"), bo nie urodziłam całego łożyska oraz szycie. To ostatnio strasznie mi się dłużyło, ale dzięki temu mogliśmy z Filipem cieszyć się szczęśliwym zakończeniem i naszym maleństwem. Było już późno, więc nie mógł przyjść do mnie na salę poporodową, ale był u mnie z samego rana. Mała przespała spokojnie całą noc.

Antonina Freja

Po porodzie
Teraz staramy się uporządkować swój dzień. Filip bardzo mi pomaga. Gdy ja potrzebuję odpoczynku, to on zajmuje się małą, a gdy on nabiera sił - ja. Mała daje mu wiele szczęścia. Miło patrzeć, jak razem ze sobą śpią.

Staramy się zapisywać kiedy mała zaczyna i kończy "posiłek", dzięki temu tworzy nam się obraz tego, ile czasu mamy między jej jedną drzemką a drugą.

Pieluchy kończą się w zastraszającym tempie i co dzień robię pranie.

Cieszymy się każdą chwilą.


Pozdrawiam,
Agnieszka

czwartek, 27 listopada 2014

21 tydzień ciąży

21 tydzień ciąży zastał mnie chorą - niestety. Osłabienie, paskudny katar, ból gardła, a nawet kaszel chciał mnie dopaść, ale chyba skutecznie zniweczyłam jego niecny plan. Czasem domowe sposoby leczenia są bardzo skuteczne, innym nie, szczególnie wtedy, gdy za późno zareagujemy. Nie miałam już domowych skoków z malin, które ostatnio mnie uratowały, więc choroba się rozwijała, gdy dostałam dostawę od Mamy Filipa i zaczęłam się nimi szpikować, choroba zaczęła ustępować, co mnie niezmiernie cieszy.

Brzuch w 21 tygodniu ciąży


Jak złapałam to świństwo? Otóż dzięki znajomej, która z początku nie przyznała się do tego, że jest chora i przyjmuje różne specyfiki, więc przywitałam się buziakiem a potem siedziałyśmy blisko siebie. Gdy już się przyznała, było po ptakach...

Poza powyższymi niedogodnościami, czasem (choć już nie tak często jak w 19 i 20 tygodniu) odczuwam ból w okolicach żeber (lewa część ciała). Niejednokrotnie odnosiłem wrażenie, jakby mi kość wyskakiwała - bardzo nieprzyjemna sprawa. Przyznam, że po zakupie kojca ból już mnie nie nawiedzał, więc najpewniej chodziło o ułożenie ciała podczas snu. Jak widać to był bardzo opłacalny zakup.

Znamy już płeć naszego Maleństwa! :) Przesądy się sprawdziły. Spodziewamy się córki. Teraz już mamy 100% pewność i będziemy mogli skupić się na imieniu (a mamy całą listę imion dla dziewczynki). Dziecko rozwija się prawidłowo (yuppie!) i jest ruchliwe (baaardzo ruchliwe). Miło było je podziwiać po raz kolejny na monitorze.



Jeśli chodzi o cerę, to nie ulega polepszeniu. Mam sporo wyprysków. Myślałam, że z czasem zobaczę poprawę, ale na razie nie zanosi się na to.

Moja cera



Pozdrawiam,
Agnieszka


środa, 26 listopada 2014

e-Zakupy

Ostatnio coraz częściej dokonuję zakupów przez Internet. Niejednokrotnie okazują się bardziej opłacalne niż w stacjonarnych drogeriach, nawet tych uchodzących za tanie.

Za poniższy zestaw - wraz z przesyłką - zapłaciliśmy 162,60 zł.

Ilość produktów:7
Wartość produktów:150,60 zł
Koszt przesyłki:12,00 zł
Do zapłaty:162,60 zł

Za sam tusz do rzęs zapłaciłabym w drogerii 99,00 zł, a za dokładnie ten eyeliner - 85,00 zł. Jak widać po rachunku, nabyłam 7 rzeczy w cenie 2 :D (a nawet lepiej). Uniknęłam przepłacenia, straty czasu i kolejek. Same plusy.


Mascara Infinito - Collistar

Professional Eyeliner - Collistar

Pianka do mycia twarzy, mleczko do demakijażu, żel pod prysznic - Bourjois 

Żele do mycia włosów i ciała dla mężczyzn - Adidas 

Próbki

Czekam też na kolejne nabytki, które pojawią się u mnie pewnie w przyszłym tygodniu, bo wybrałam tym razem standardową przesyłkę pocztową, zamiast kuriera - akurat w tym przypadku nie ma pośpiechu.

A jak kupuję jedzenie? :) Również online! Poprzez e-zakupy Tesco. Wtedy to szaleję i biedni dostarczyciele muszą wnosić 2l wody x 24 butelki na drugie piętro + inne zachcianki. Dostawa nie kosztuje wiele bo od 5 do 9 zł, ostatnia wyniosła nas 6 zł (wszystko zależy od dnia i godziny - sami decydujemy).

Pozdrawiam, 
Agnieszka

wtorek, 25 listopada 2014

Księga imion

Ostatnio dostałam w prezencie księgę imion. Od razu przejrzałam wszystkie imiona dziewczęce i muszę przyznać, że w książce zabrakło wiele podstawowych imion, co mnie niemiło zdziwiło. Liczyłam na to, że znajdę w niej opis imion, które uprzednio wpisaliśmy na swoją listę. Zauważyłam też, że opisy się pokrywają, jakby były tworzone na zasadzie kopiuj-wklej. To ogromny minus. Nie przejrzałam męskich imion, ale mniemam iż wygląda do podobnie. Wygląda na to, że albo sama kupię porządną lekturę, albo będziemy musieli posiłkować się Internetem i jego zbiorami, które też pozostawiają wiele do życzenia.


Dlaczego skupiliśmy się na imionach kobiecych? Otóż na 80% będziemy mieć córeczkę. Potwierdzimy tę informację - miejmy nadzieję - w środę. A co obecnie może jeszcze wskazywać na to, że to będzie dziewczynka? 

  • Wraz z ciążą pogorszyła mi się cera (podobno córki zabierają mamie urodę ;)); 
  • brzuch rozrasta się na szerokość, a w przypadku spodziewanych narodzin syna - w przód;
  • wraz z moim brzuchem, rośnie brzuch Filipa ;);
  • podczas ciąży odczuwałam przez długi czas nieprzyjemne, męczące mdłości.
To są starodawne przesądy, ale zobaczymy czy będą miały odzwierciedlenie w rzeczywistości.

Odebrałam dziś wyniki badań, które robiłam tydzień temu. Niestety, znowu mam podwyższone pH. Dlatego też uzbroiłam się w soki grejpfrutowe, które ostatnio mi to pH znacznie obniżyły.

Pozdrawiam,
Agnieszka


piątek, 21 listopada 2014

Kojec tzw. rogal

Co sądzicie o kojcu? Przedwczoraj takowy zamówiłam i czekałam z niecierpliwością na dostawę. Przyszedł do mnie w jeden dzień, dlatego to było miłą niespodzianką. Cieszyłam się z jego dostawy jak małe dziecko. Wcześniej przeglądałam wiele stron, zrobiłam research i stwierdziłam, że nie wszystkie poduszki nie były dobre. Fakt, zachęcały cenowo, ale nic poza tym. Koleżanka mnie przestrzegała przed zbyt miękkimi, które się odkształcają. A trzeba zdać sobie sprawę, że na rynku jest wiele kojców, tylko że ich wypełnienie pozostawia wiele do życzenia... Dlatego dłuuugo się namyślałam - do momentu, aż na jednym z blogów trafiłam na recenzję kojca z linkiem do sklepu i 20% zniżką. Nie mogłam przejść koło tego obojętnie. Wiem, że na pewno kojec będzie przydatny obecnie, jak i w przyszłości. 





Poszewka: najwyższej jakości bawełniany welur (80% bawełna, 20% poliester)
Wypełnienie: 100% poliester (Oeko-Tex Standard 100)
Wymiary: 55x25x130cm


ZALETY:
  • zapewnia wsparcie całego ciała,
  • poprawia komfort snu, ułatwia odpoczynek,
  • gwarantuje wygodne wsparcie podczas karmienia piersią (a nawet czytania ;)), zarówno w pozycji siedzącej jak i leżącej,
  • służy jako zapieczenie dla dziecka, gdy przebywa na łóżku rodziców,
  • wymienialna poszewka w atrakcyjnych wzorach i kolorach,
  • doskonały kształt i wielkość,
  • antyalergiczne wypełnienie,
  • foliowy pokrowiec na zamek, w który spakowany jest kojec (ułatwia przewożenie i przechowywanie).

Obecnie kojec idealnie sprawdza się u mnie w pracy przy komputerze. Owijam sobie dolną część kojca w okół brzucha a pozostałą umieszczam za głową. Mam zarówno podpórkę pod laptopa, jak i myszę. Mój mężczyzna tylko czeka, aż mu go wypożyczę :)



Pozdrawiam, 

Agnieszka

wtorek, 11 listopada 2014

Imię dla dziecka

26. listopada mamy wizytę u ginekologa, na której liczymy, że poznamy w końcu płeć maluszka i będziemy mogli zająć się dobieraniem imion. Niestety te imiona, które nam się podobają, nie przypadły do tej pory do gustu rodzicom Filipa, mimo iż z nazwiskiem bardzo ładnie się komponują. Gdy uzyskamy wiedzę na temat płci, będziemy mogli konkretniej skupić się na wyszukiwaniu imion. Nie jest to łatwe, gdyż mamy świadomość tego, że imię zostanie z dzieckiem do końca życia (chyba, że zdecyduje się na zmianę).

Chcieliśmy wybrać imię staropolskie, ale niezbyt popularne. Mamy wrażenie, że osoba o znanym imieniu wtopi się w tłum, a chcielibyśmy, by było wyjątkowe. Chcielibyśmy uniknąć sytuacji, w której w jednej klasie znajdą się np. 3 Agnieszki, 5 Janków, 4 Jole, 2 Tomków. Nie chcemy jednocześnie by było śmieszne, bo jak wiadomo rówieśnicy bywają okrutni. Bycie wyśmiewanym i wytykanym palcami przez całe dzieciństwo to marny prezent od rodziców.

Kiedyś popularne było nadawanie imion po rodzicach, dziadkach i pradziadkach, ale nie wiem czy z tego skorzystamy. Jak na razie spisaliśmy imiona, które najbardziej nam się podobają. Do tej listy co jakiś czas dopisujemy nowe. Nie chcemy zapomnieć później o jakimś. Co jakiś czas przeglądamy listę, dokonując weryfikacji. Chcemy aby imię podobało się nam obojgu, a nie tylko jednej ze stron.

Pozdrawiam,
Agnieszka

wtorek, 21 października 2014

Historia prawdziwa Agnieszki i Filipa

Na początku na pewno był chaos ;). W naszym życiu wiele się działo: uczelnia, poszukiwania pracy, wyjazdy, małe i wielkie szaleństwa, trochę łez, wiele radości. Rok 2011 zmienił nasze życia i połączył ścieżki, którymi kroczyliśmy. W styczniu zostałam zaproszona przez Filipa do Centrum Krwiodawstwa. Miałam mu towarzyszyć podczas oddawania krwi. To nie był pierwszy raz, gdy się zobaczyliśmy. Mieliśmy siebie w znajomych na Facebooku, jednakże znaliśmy się praktycznie z widzenia (jedna uczelnia - te same korytarze przez 2 lata). Można powiedzieć, że rozmowa na Facebooku była początkiem czegoś niesamowitego. Przyjęłam zaproszenie Filipa. Nikt wcześniej nie zaprosił mnie na randkę w takie miejsce. Po "zabiegu" poszliśmy się posilić, następna była gra w bilard, później poszliśmy do pubu i trafiliśmy do domu. Podróż do domu była długa. Mieliśmy czas na rozmowę (biedny Filip zmarzł, ale twardo się trzymał). Jak prawdziwy dżentelmen, Filip odprowadził mnie do mieszkania, gdzie zasypiałam już na krześle. Zamiast poprosić mnie o kubek ciepłej herbaty, grzecznie się pożegnał i wybył (jak się okazało na stację paliw, gdzie napił się upragnionej herbaty). Biedak miał przed sobą jeszcze kilka godzin, by dotrzeć do domu. Marzł na stacji czekając na pociąg do domu... Tak zaczęła się nasza historia, która ma ciąg dalszy.

2011

Pewnego pięknego dnia, po jakichś 6-ciu miesiącach, zamieszkaliśmy ze sobą, a po roku czasu zawitał w nasze progi wspaniały czworonóg - kot, którego nazwaliśmy Cosmo, pieszczotliwie Kosmaty. Urodził się dnia pewnego, pięknego i do tego wiosennego, w malowniczym, wiejskim zakątku Polski. Świeże powietrze przeszyło jego wątłe dotychczas ciało. Od razu wiedział, że wiele osiągnie. Był wyczekiwanym dzieckiem. O wpadce nie było tutaj mowy. Rodzicielka od razu zauważyła w nim potencjał. Miała kilka miesięcy, by wychować go na twardziela, inteligenta i łowcę. Po owym treningu trafił pod nasz dach. Pomógł nam odnaleźć spokój i skupić się na dążeniu do celu. Wprowadził wiele radości w nasze życie.

wspólne_mieszkanie

My

Cosmo

My w Wiedniu
Po trzech latach bycia ze sobą zaręczyliśmy się w Wiedniu. Teraz spodziewamy się dziecka. Jesteśmy szczęśliwi.

Wiedeń

Pozdrawiam,
Agnieszka