czwartek, 25 lutego 2016

Z metką czy bez?

Ogromne logo na torebce wydziera mi się prosto w twarz. Patrzę na nią ze spokojem. Nie ma w niej nic nadzwyczajnego, torebka jak torebka. Odnoszę wrażenie, że jest brzydsza od mojej, na której próżno szukać logo znanej, ubóstwianej marki.


Spacerując po mieście widuję wiele kobiet z torbami krzyczącymi "jestem droga", "płacisz za sygnaturę znanego projektanta", "jestem z najwyższej półki", "jestem hitem sezonu", "jestem modna", "jestem pożądana". Nie ma w nich nic unikalnego, często też nie są wcale trwalsze od wyrobów rodzimych, małych firm kaletniczych. I tak sobie myślę, że wolę te drugie. Przecież pan Staś wkłada w swoją pracę całe swoje serce. Tworzy, bo kocha swoją pracę, tworzy by utrzymać rodzinę. I - na szczęście - nie naklei mi na torbę krzyczącego logo.


Logo nie dodaje punktów do inteligencji, nie sprawi, że ludzie będą Cię bardziej cenili, a jeśli tak się stanie, to warto się zastanowić, z jakiego pokroju ludźmi masz do czynienia i czy warto takim imponować. Wystarczą dwa zera za cyfrą, by mieć porządną torebkę. Jakość nie poprawi się wraz ze wzrostem ilości zer w cenie.


Pozdrawiam,
Agnieszka