Swędziały ją dziąsła - bardzo, bo było to widoczne. Lamentów i krzyków nie było zbyt wiele. To takie marudzenie, ale za to Wszystko było mokre od śliny (śliniła się bardziej niż niejeden bokser XD). Na takie powodzie tetra - jak na superbohatera przystało - zawsze przychodziła z pomocą.
Obyło się bez maści i innych chemicznych specyfików. Chłodzone gryzaki - zawsze w gotowości - siedziały w lodówce, by nieść pomoc w potrzebie.
Pozdrawiam,
Agnieszka
